FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Wakacje Świętego Mikołaja

 
   Odpowiedz do tematu    Forum Przygody Reksia Strona Główna -> Opowiadania
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  

Jakie według ciebie jest to opowiadanie?
Superowe!
57%
 57%  [ 4 ]
Bardzo dobre
0%
 0%  [ 0 ]
Niezłe
0%
 0%  [ 0 ]
Słabe
0%
 0%  [ 0 ]
Beznadziejne
42%
 42%  [ 3 ]
Wszystkich Głosów : 7

Autor Wiadomość
Michu
Bardzo Stary Norman


Dołączył: 13 Lut 2005
Posty: 426
Skąd: ze Szczecina

PostWysłany: 13 Lis 2007 17:47    Temat postu: Wakacje Świętego Mikołaja Odpowiedz z cytatem

Wakacje Świętego Mikołaja

Pewnego mroźnego wieczoru żona Św. Mikołaja Mikołajowa oglądała telewizję. Właśnie leciała reklama:
-Siedzisz w domu?-zadał pytanie prowadzący reklamę-Ciągle się nudzisz i chciałbyś gdzieś wyjechać? Teraz masz szansę! Wyślij SMS pod numer 1234 o treści „bla, bla, bla”! Możesz wygrać dwumiesięczną wycieczkę dla dwóch osób dookoła świata i kieszonko w wysokości 4 000 dolarów! Zrób to teraz, a gratis otrzymasz nocnik firmy „Robić czy narobić”.
Mikołajowa od razu sięgnęła po telefon komórkowy i wysłała SMS o treści „bla, bla, bla”. Po jakichś dziesięciu minutach przyszła do niej wiadomość: „Teraz podaj dowolną liczbę.”. Mikołajowa wysłała kolejny SMS tym razem o treści „111”. Następnie znowu spojrzała na telewizor.
-Koszt SMSa wynosi 100 dolarów-powiedział facet z reklamy
Wtedy Mikołajowa się wkurzyła i rzuciła komórką o ścianę. Gdy biedny telefon spadł na podłogę przyszedł SMS. Mikołajowa wzięła do ręki podniszczony telefon i przeczytała wiadomość. Było
w niej napisane: „Brawo! Wygrał/a pan/i wakacyjna wycieczkę i nocnik firmy „Zrobić czy narobić”. Gratuluje zwycięstwa. W sprawie odbioru nagrody proszę wysłać wiadomość na e-mail:
blebleble@fuj.com.”
-Dziadzie!-zawołała Mikołajowa (tak nazywała swojego męża)
-Co?-zapytał się Mikołaj
-Weź włącz kompa bo mi się nie chce wstawać z fotelu.
Mikołaj włączył komputer i poszedł do kuchni podjeść sobie chipsy firmy „Chrum, chrum świńskie żarcie”. Mikołajowa włączyła e-maila i napisała na adres z SMSa wiadomość o treści: „No dobra, dawajcie te nagrody i spadajcie.”. Po kilu dniach przyszła odpowiedź, w której było napisane „Proszę podać liczbę z wysłanego do nas SMSa”. Mikołajowa w następnym mailu napisała: „111”. odpowiedź przyszła po godzinie. Było w niej napisane: „Teraz proszę podać adres na który ma przyjść program wycieczki i bilety.”. Mikołajowa odpisała: „Waląca się buda przy ściekach.”. Ku zdziwieniu wielu czytelników przesyłka dotarła. W programie były wyjazdy do Afryki, Kanady, Grecji i na Karaiby. Na samym dole małym druczkiem był napisany adres miejsca do którego Mikołaj i Mikołajowa mieli się zgłosić. Było to w Londynie.
-I jak my się do tego Londynu dostaniemy?-zapytała się raz Mikołajowa Mikołaja
-Na pewno nie saniami-głośno myślał Mikołaj-To może siecią kiblową?
-Co to jest?
-Wszystkie kible są połączone siecią. Aby z niej skorzystać trzeba wejść do klozetu i spuścić wodę, Wtedy wpada się na stację kolejową. Kiedy przyjedzie pociąg należy do niego wejść i powiedzieć maszyniście dokąd się jedzie. Wtedy on zawozi pasażerów na stację, nad którą jest wybrany kibel. Na stacjach są specjalne windy którymi jedzie się do kibla na powierzchni ziemi.
-No dobra-burknęła Mikołajowa
Mikołaj i Mikołajowa poszli do toalety, weszli do kibla i spuścili wodę. Spadli na posadzkę kiblowej stacji kolejowej.
-Pociąg „Szambelan” wjeżdża na stację!-wrzasnął dyżurny
Mikołaj i Mikołajowa weszli do pociągu.
-Dokąd mam państwo zawieść?-zapytał się maszynista Mikołaja i Mikołajowej
-Do byle jakiego kibla w Londynie-odpowiedział Mikołaj
Pociąg ruszył. Przez pewien czas podróż odbywała się bezproblemowo, jednak...
W pewnym momencie pociąg się zatrzymał. Stał tak przez kilkanaście minut. Mikołajowa spała. Mikołaj zaczął się niepokoić. Zapytał się maszynisty:
-Ej, koleś, czy już dojechaliśmy?
-Nie-odpowiedział maszynista
-W takim razie czemu stoimy?
-Wyjrzyj pan przez okno.
Święty Mikołaj popatrzył przez okno. Ze zdumienia wyszły mu gały. Zobaczył ludzi niosących
transparenty „Więcej kasy dla kanalarzy!” albo „Dawajcie pieniądze, bo jak nie to wysadzimy kanalizację”. Na jeszcze innym było napisane „Większe płace wy nam dacie, albo róbcie sobie w gacie!!!!”. Jeżeli ktoś się nie domyślił o co chodzi to tłumaczę, że trwał strajk kanalarzy. Dało się
słyszeć okrzyki:
-Większe płace, wy nam dacie!
Mikołaj wkurzył się, ponieważ kanalarze zablokowali tory. Jednak wpadł na pewien pomysł. Otworzył okno i krzyknął do strajkujących kanalarzy:
-Jesteście niegrzeczni! Na gwiazdkę dostaniecie rózgi!
Wszyscy zamilkli i upuścili transparenty. Któryś ze strajkujących zapytał się Świętego Mikołaja:
-Przepraszamy! Co mamy zrobić, żebyś na przebaczył i dał prezenty Święty Mikołaju?
-Spadajcie stąd, a może dostaniecie jakiś mały prezent-odpowiedział Mikołaj
Wszyscy kanalarze rozeszli się. Pociąg znowu ruszył. Podczas dalszej podróży święty Mikołaj nie miał już żadnych nieprzyjemności oprócz wąchania bąków swojej żony, która przed wyjazdem zjadła michę fasoli z grochem.
Po kilku godzinach jazdy pociąg dojechał na stację znajdującą się pod jednym z londyńskich kibli. Mikołaj z Mikołajową poszli do windy. Akurat w tamtym momencie właściciel kibla pod którym była stacja kolejowa załatwiał się. Był bardzo zdziwiony gdy zobaczył Mikołaja i Mikołajową wychodzących z jego kibla. Przestraszył się. Mikołaj i jego żona nie zwracali na niego uwagi i wyszli z mieszkania.
-Gdzie masz program wycieczki?-zapytał się Mikołaj Mikołajowej
Mikołajowa wyciągnęła z kieszeni pognieciony kawałek papieru i dała go Mikołajowi. Ten popatrzył na adres pod który mieli się zgłosić.
-Plac Bleblania 111-przeczytał adres Mikołaj-Tam mamy się zgłosić. Jedziemy taksówką czy autobusem?
-Autobusem na gapę, ponieważ nie mamy kasy-odpowiedziała Mikołajowa'
Mikołaj z Mikołajową weszli do pierwszego lepszego autobusu. Nie mieli biletów. Wtedy do Mikołaja podszedł kanar i powiedział:
-Exscusmy.
Mikołaj od razu zrozumiał co się święci. Szturchnął żonę na znak, żeby robiła to co on. Następnie Święty Mikołaj wykonał scenę rodem z filmów o Jeamsie Bondzie. Mianowicie kopnął drzwi od autobusu. Te odpadły. Następnie wyskoczył. Mikołajowa zrobiła tak samo. Zabiliby się gdyby na chodniku obok ulicy nie przechodził koleś z materacami na plecach. Mikołaj z Mikołajową wpadli na te materace przygniatając biednego faceta.
-Dziękuję panu-podziękował facetowi z materacami Mikołaj
Facet tylko jęknął. Mikołaj i Mikołajowa popatrzyli na obklejoną gumami do żucia tabliczkę z napisem: „Bleble place”.
-To chyba gdzieś tutaj-powiedział Mikołaj
-No chyba-burknęła Mikołajowa
Mikołaj z Mikołajową połazili trochę bez celu aż znaleźli budynek z tabliczką „111”. Weszli do środka. Był to brudny lokal ze świńskimi, różowymi ścianami. Nie panowała tam najsympatyczniejsza atmosfera. Mikołaj podszedł do biurka przy którym siedziała sekretarka i rozmawiała przez telefon.
-Przepraszam...-powiedział Mikołaj do sekretarki
-Czy mister nie widzi, że I rozmawiam?-oburzała się na niego sekretarka
-Ja być ten który wygrać wycieczka-powiedział do niej Święty Mikołaj-We are the champtions.
-Niech mister poczeka.
Mikołaj usiadł na ławce. Minęła pierwsza godzina. Następnie druga, trzecia, czwarta, piąta
a sekretarka nadal rozmawiała. W końcu skończyła. Wtedy Mikołaj podszedł do niej i zapytał się:
-Czy teraz ma pani dla mnie chwilkę czasu?
-Sorry, ale już zamknięte-odpowiedziała Sekretarka
Mikołaj wkurzył się. Nie chciał jednak, żeby trudy jego podróży poszły na marne. Przespał noc na chodniku przed budynkiem.
Mikołaj nie wyspał się. Zauważył też, że w nocy obsikał go kot lub pies. Niezadowolony wszedł do budynku. Zobaczył przy biurku tę samą sekretarkę rozmawiającą prze ten sam telefon. Podszedł do niej i zapytał się:
-Czy teraz może pani mnie obsłużyć?
-Czy mister nie widzi, że rozmawiam?-syknęła sekretarka
Mikołaj poszedł usiąść na ławkę w poczekalni. Był wkurzony jak nigdy w życiu. Obok siedziała Mikołajowa i czytała, albo raczej próbowała czytać jakąś gazetę. Klęła pod nosem, ponieważ nie umiała czytać po angielsku a gazeta była napisana w tym właśnie języku.
-I co?-zapytała się Mikołajowa
-A nic-odpowiedział Mikołaj-Ta sekretarka nadal gada i gada i wygadać się nie może.
Wtedy Mikołajowa zrobiła się cała czerwona. Ogarnęła ją furia. Mikołaj bał się, że żona coś mu zrobi. Ta jednak wyszła z poczekalni. Podeszła do sekretarki, wyciągnęła wałek i uderzyła nim z całej siły. Trafiła w rękę sekretarki.
-What missis robi?-zapytała się ją przerażona sekretarka
Mikołajowa nie zwracała na nią uwagi i uderzyła wałkiem po raz kolejny. Tym razem trafiła w te-
lefon niszcząc go. Już miała uderzyć po raz kolejny, ale sekretarka powiedziała:
-Ok, ok, zrobię co missis rozkaże! Tylko please mnie przestać bić!
Mikołajowa schowała wałek i rozkazała sekretarce:
-Weź przestań gadać i przyjmij klientów, czyli mnie i mojego głupiego męża!
-A w jakiej sprawie państwo przyszli?
-Wygraliśmy w tym waszym konkursie i przychodzimy po odbiór nagrody.
-Please pokazać plan wycieczki.
Mikołajowa sięgnęła do kieszeni, w której miała plan wycieczki. Jednak wyciągnęła pognieciony, obsikany i przemoczony kawałek papieru przypominający kawałek papieru toaletowego używanego kilka razy. Co jeszcze dziwniejszy był to plan wycieczki, dawniej kolorowy i estetyczny. Do tego stanu doszedł kiedy Mikołajowa przespała się na chodniku obok swojego męża.
-I sorry, ale nie nie mogę przyjąć tego kawałka papieru.
Wtedy Mikołajowa znowu dostała furii. Wyciągnęła wałek i...Ze względu na brutalność tej sceny nie będę jej opisywał. I jeszcze proszę o chwilę ciszy, aby uczcić pamięć biednej sekretarki. Cisza, cisza, cisza, cisza, cisza, cisza, cisza, cisza, cisza. Minuta już chyba minęła. Jeżeli nie to kit z tym. Wracam do opowiadania. Sekretarka leżała ogłuszona z związanymi ze sobą rękami i nogami oraz zepsutym telefonem w ustach. Jeżeli ktoś z czytelników jest trochę nie kumaty to mówię, że za tym stała Mikołajowa. Ta po skończeniu rozmowy z sekretarką wróciła do poczekalni.
-I co?-zapytał się ją Mikołaj
-Ogłuszyłam ją, związałam, zepsułam telefon i włożyłam jej go do gęby.
-Czy ty zwariowałaś?! Teraz to już na pewno nie dostaniemy tej nagrody!
-I tak byśmy nie dostali, bo plan wycieczki zmienił się w jakieś takie coś co bym opisała dźwiękiem: „prrrrk”.
-Jak to?
-No tak to. Sięgnęłam po plan wycieczki, bo sekretarka kazała mi go jej dać. Wyciągnęłam coś co przypominało używany kilka razy kawałek papieru toaletowego. Wtedy sekretarka powiedziała, że to nie jest plan wycieczki i nie da nam nagrody. Wtedy się z nią rozprawiłam.
-Nie wiem jak to się stało, że plan wycieczki zmienił się w takie coś. Jednak skoro oni nie dadzą nam wycieczki sam ją sobie załatwię. Tylko nie mamy przy sobie kasy.
-Jednak mamy-wtrąciła Mikołajowa-Zabrałam sekretarce portfel. Jest w nim jakieś 5 000 funtów. Starczy nam na wycieczkę.
Mikołaj uśmiechnął się i wyszedł z pomieszczenia. Mikołajowa poszła za nim. Razem wyszli z budynku i ruszyli w stronę najbliższego hotelu.
Najbliższy hotel nosił nazwę „Cocoloch1”. Roiło się w nim od karaluchów i innego robactwa. Jednak Mikołaj tego nie zauważył i wynajął pokój. Trafił mu się ten najgorszy. Było w nim najwięcej karaluchów niż w jakimkolwiek innym pokoju z tamtego hotelu. Gdy Mikołaj wszedł
zdeptał jakieś trzy robale. Mikołajowa jak to zobaczyła wrzasnęła na całe gardło. Przy tym z ust wyleciał ohydny zapach. Kiedy karaluchy to poczuły wszystkie pouciekały i więcej nie wróciły. Zapach jamy ustnej Mikołajowej udzielił się też Mikołajowi. Jednak ten zamiast uciekać wyciągnął z walizki maskę gazową i nałożył ją sobie na twarz. To ocaliło go przed uduszeniem się. Kiedy smród rozszedł się Mikołaj z Mikołajową zaczęli wypakowywać rzeczy. Zorientowali się wtedy, że pokój jest do remontu. Kiedy Mikołaj odkręcił kran to pękła rura i woda zalała łazienkę. Klnąc pod nosem sięgnął po wiadro i wylewał wodę przez okno zalewając balkon pokoju znajdującego się na dole. Gdy powiesił kurtkę na wieszaku to ten urwał się z kawałkiem tynku. Drzwi z szafy oderwały się kiedy otwarła je Mikołajowa. Ta tak się wkurzyła, że jednym celnym kopniakiem totalnie zdemolowała szafę. Jednak najgorzej było, kiedy kładli się spać. Obydwa łóżka zarwały się. Ponadto podłoga pod nimi była spróchniała i kiedy Mikołaj z Mikołajową na nią spadli to ta się zarwała. Spadali tak aż wylądowali w piwnicy.
-Jak dorwę tego, kto robił nasz pokój to zabiję!-wrzasnęła wściekła Mikołajowa
-A ja ci pomogę.-wtrącił Mikołaj
Zdenerwowani małżonkowie poszli z powrotem do pokoju. Postanowili, że pójdą na miasto i kupią materace. Jednak tym razem kupili bilety na autobus. Jak pewnie wam wiadomo autobusy w Anglii są piętrowe. Mikołaj z Mikołajową weszli na dach. Niedługo potem autobus ruszył. Mikołajowa podskakiwała, żeby widzieć więcej. Grunt pod nią zaczął dygotać. Gdyby nie to, że Mikołajowa przywaliła głową w rurę od sygnalizacji to by się zawaliło. Biedna rura została wygięta. Mikołajowa miała na czole wielkiego guza z małą raną i niezadowoloną minę. Mikołaj sięgnął do plecaka po biały proszek, który usuwał guzy, rany i tym podobne. Jednak przez pomyłkę wyciągnął sól i posypał nią czoło Mikołajowej. Ta wrzasnęła i podskoczyła. Zanim z powrotem spadła autobus zdążył pojechać dalej. Mikołajowa spadła na asfalt. Jej mąż wysiadł na najbliższym przystanku. Po- biegł do Mikołajowej. Gdy go zobaczyła wyciągnęła wałek i zaczęła nim bić Mikołaja wrzeszcząc
coś o tym, że ten jego żart z solą wcale nie był śmieszny. Mikołajowa miała w sobie coś takiego dzięki czemu wszystkie rany jej znikały kiedy się wyżywała więc kiedy skończyła bić swojego męża po guzie nie było ani śladu. Gdy trochę się uspokoiła poszła z Mikołajem na pobliskie targowisko. Mikołajowa zatrzymała się przy stoisku z wałkami i patelniami. Mikołajowi nie chciało się na nią czekać, więc zostawił ją i poszedł poszukać materacy. Na wystawie sklepu z zabawkami zobaczył plastikowego pająka. Przyszedł mu do głowy pewien pomysł. Kupił kilka pająków i ruszył dalej. Niedługo potem znalazł sklep z materacami. Postanowił wrócić tam później i jeszcze trochę połaził. Kupił puszkę kleju i kilka opakowań kisielu. Na koniec kupił dwa materace i wrócił do Mikołajowej. Jego żona zdecydowała się na kamienny wałek z kolcami po bokach. Razem wrócili do hotelu „Cocoloch”. W kiosku przed hotelem kupili gazetę.
W pokoju Mikołaj zaczął czytać gazetę. Kiedy czytał jeden z artykułów zawołał na Mikołajową:
-Nigdy nie zgadniesz co napisali w tej gazecie.
-Co napisali?
-„W siedzibie pewnego biura podróży”-zaczął czytać Święty Mikołaj-„znaleziono związaną, ogłuszoną sekretarkę z telefonem w ustach. Twierdzi ona, że zrobiła jej to żona Świętego Mikołaja. Obecnie psycholodzy sprawdzają czy nie jest zdrowa psychiczna. Czy po Londynie grasuje niebezpieczny przestępca przebrany za żonę Świętego Mikołaja? A może sekretarka mówi prawdę? Jeszcze nie wiadomo, ale na pewno dzieje się coś dziwnego. ”
-Kurcze!-wściekła się Mikołajowa-Wykryli nas!
-A czego się spodziewałaś po tej akcji z sekretarką?-zapytał się ją cały blady Święty Mikołaj
-Ale co mamy zrobić?
-Musimy zmienić wygląd. Jutro pójdziemy do kosmetyczek, fryzjerów i sklepów z ciuchami.
Mikołajowa zgodziła się na ten plan. Resztę dnia Mikołaj ze swoją żoną spędzili na urządzaniu się
w pokoju. Wieczorem poszli położyć się spać. Jednak nie zasnęli od razu. Mikołajowa kiedy podniosła pierzynę zobaczyła na materacu kilka pająków a wokół nich zieloną maź. Ze strachu aż podskoczyła robiąc dziurę w dachu i suficie. Tym co zobaczyła na materacu były plastikowe pająki podłożone przez Świętego Mikołaja. To był dowcip. Jednak nie skończyło się na tym. Zanim Mikołajowa spadła Mikołaj oblał jej materac klejem. Jednak ona tam nie spadła. Wylądowała na
Świętym Mikołaju wbijając jego twarz w umazany klejem materac. Oczywiście ten się przykleił. Mimo swojego niezwykle niskiego poziomu inteligencji Mikołajowa szybko zrozumiała, o co chodzi. Chodziło o to, że Mikołaja napadła chęć na zrobienie swojej żonie dowcipu. Kupione na rynku kisiel i pająki miały służyć do zrobienia na materacu Mikołajowej strasznej „dekoracji”, aby podskoczyła kiedy ją zobaczy. Zanim spadła Mikołaj miał w planie wysmarować materac klejem tak aby się przykleiła. Jednak Mikołajowa zamiast na materac spadła na Mikołaja przewracając go tak, że przykleił się do własnej pułapki. Ogólnie rzecz biorąc był to prawie udany, śmieszny żarcik. Jednak nie śmieszyło to Mikołajowej. Z nerwów straciła nad sobą kontrolę. Wkurzona sięgnęła po jej nowy kamienny wałek z kolcami i zaczęła nim bić swojego męża. Gdyby nie grubaśne ubranie Mikołaj zginąłby. Mimo wszystko kolczasty wałek zadał mu koszmarny ból. W końcu podskoczył. Poleciał z nim materac. Zaczepił o pokryty pleśnią żyrandol na suficie. Kiedy spadł odczepił się materac wyrywając mu brodę. Wtedy Mikołajowa zdążyła się opanować. Jednak wcześniej zrobiła wałkiem wielka dziurę w podłodze. W końcu zmęczeni Mikołaj i Mikołajowa poszli spać.
Rano obudziła ich woda kapiąca z sufitu. Nie zwlekając ubrali się i poszli zwiedzać Londyn. Zaczęli od Big Bena.
-Ech, trochę to nudne-marudził Mikołaj-Do czego służy ten gigantyczny zegar?
-Chyba do gapienia się na niego-odpowiedziała mu Mikołajowa
-Nudne to. Idziemy stąd.
Mikołaj z Mikołajową poszli dalej. Zwiedzili co było do zwiedzenia w Londynie, czyli centra handlowe i restauracje. Przy okazji wprowadzili pewne zmiany w swoim wyglądzie, żeby nie mieć kłopotów z powodu sprawy z sekretarką. Mikołaj obciął sobie włosy, kupił melonik, laskę, czerwoną kurtkę1 i sztuczny wąsik. Mikołajowa uczesała się jak Pipi Lanschtrung oraz kupiła
w sklepie z używanymi ciuchami ohydną różową koszule w białe kropki. Tak ubrani wrócili do hotelu.
-Jak myślisz, czy w tym miejscu jest jeszcze coś do zobaczenia?-zapytała się Mikołaja Mikołajowa
-Nie sądzę. Jutro rano pójdźmy na lotnisko i polećmy gdzieś indziej.
Mikołajowa kiwnęła potwierdzająco głową. Rano poszli na lotnisko i kupili bilet gdzieś do Afryki.
Podróż samolotem trwała długo. Podczas startu Mikołajowa wymiotowała na Mikołaja. To samo powtórzyło się przy lądowaniu. Kiedy wychodzili z samolotu od Mikołaja koszmarnie śmierdziało. Przede wszystkim należało go umyć.
-O popatrz-powiedziała Mikołajowa-Ptaszki latają.
-Gdzie?-zapytał się Święty Mikołaj
-A tam, na pustyni.
Mikołaj był dużo bardziej inteligentny niż jego żona, więc domyślił się, że tam gdzie na pustyni są ptaki to pod nimi jest oaza, w której można się wykąpać. Od razu poszedł tam ciągnąc za sobą Mikołajową. Po drodze nie napotkali żadnych zwierząt oprócz trzech much i komara. Mikołaj dobrze przypuszczał, że tam jest oaza. Od razu wskoczył do wody nawet nie ściągając ubrań. Ku jego wielkiemu zdziwieniu znalazł nieruszoną kostkę mydła. Kiedy skończył się kąpać był czyściutki i pachnący w przeciwieństwie do jeziora. Zostały w nim wszystkie brudy z jego ciała i ubrań. Woda stała się brązowa i okropnie śmierdząca. Jedna gazela, która się jej napiła zdechła po kilku sekundach. Reszta zwierząt uciekła przed smrodem. Nawet rośliny zwiędły. W oazie całkowicie wymarło życie. Tym czasem Mikołaj i Mikołajowa jak gdyby nigdy nic poszli dalej. Chcieli wrócić do miasta gdzie było lotnisko, ale opary ze skażonej wody zasłoniły im oczy. Wtedy zamiast wracać poszli dalej na pustynię. W końcu Mikołaj zrozumiał, że pomylili kierunki. Powiedział o tym Mikołajowej.
-Wiedziałam!-powiedziała wtedy Mikołajowa, chociaż wcale nie wiedziała
-Poszwędajmy się trochę bez celu, a może zobaczymy na horyzoncie miasto.
Szwędali się tak przez kilka dni. W końcu zaczęło ich suszyć w gardle. Nie mieli żadnych zapasów wody ani żadnego innego picia. Pewnego razu Mikołaj zobaczył przyczepę pełną puszek z Coca Colą. Pobiegł w jej kierunku. Jednak kiedy sięgnął po pierwszą puszkę przyczepa zniknęła. Była to
fata morgana. Innym razem Mikołajowa zobaczyła samochód jadący do góry nogami. Pobiegła za nim myśląc, że jest w nim coś do picia. Mikołaj trochę na nią poczekał. Nie wracała po długim czasie. Mikołaj obojętnie pomyślał, że się zgubiła i miał iść dalej. Jednak po chwili przypomniał sobie, że w torebce Mikołajowej były wszystkie pieniądze i inne ich bagaże. Zaniepokojony o kasę poszedł ją poszukać. Szedł po śladach. W pewnym momencie zobaczył obok śladów swojej żony jakieś inne. Poszedł dalej. W końcu zamiast śladów Mikołajowej był ślad po czymś ciągniętym. Mikołaj zdziwiony szedł dalej. Usłyszał jakieś krzyki. Kiedy zrobił kilka kroków zobaczył coś
w rodzaju wioski. Ostrożnie przybliżył się. Następnie dał susa za krzaki. Ściągnął z głowy melonik i wyjrzał przez dziurkę. Zobaczył wioskę składającą się z kilku glinianych chatek. Na jej środku stał wielki garnek wokół którego tańczyli dzikusy. W tym garnku siedziała Mikołajowa. Wrzeszczała na
tańczących wokół niej dzikich. Nie spodziewała się nawet, że chcą ją zjeść na obiad. Mikołaj zaczął
martwić się o pieniądze i inne rzeczy. Jego żona miała akurat przy sobie torebkę. Nie pomyślała
o tym, żeby wyciągnąć z niej swój nowy wałek i przetrzepać dzikusów. Mikołaj wychylił się trochę i dawał jej jakieś znaki. Znaczyły one takie zdanie: „Wyciągnij swój wałek z torebki i pokaż tym dzikusom kto tu rządzi!”. Mikołajowa oczywiście tego nie rozumiała i tylko mu pomachała. Mikołaj znowu powtórzył to zdanie tylko że trochę prościej. Tamta znowu nie zrozumiała i wzru- szyła ramionami. Mikołaj nieco zdenerwowany po raz kolejny starał się jet to przekazać. Gdy skończył Mikołajowa krzyknęła na niego:
-Weź byś już się nie bawił tylko powiedział mi, o co chodzi!
Wszyscy dzicy skierowali swój wzrok na Mikołaja. Ruszyli na niego wołając:
-Ukaczaka, daj kurczaka! Ukaczaka, daj kurczaka!
-Wyciągnij z torebki wałek i zaatakuj nim tych wariatów!-krzyknął Mikołaj do swojej żony
-Co mówisz?-zapytała się go Mikołajowa
Mikołaj nie zdążył odpowiedzieć, ponieważ banda dzikusów była już niecałe dwadzieścia metrów od niego. Mikołaj wrzasnął na nich:
-Cing, ciang ciong!
Dzicy wyraźnie się przestraszyli. Jeden z nich wyszedł przed Mikołaja i zawołał:
-Ukaczaka, ukaczaka!
-Guanabana, kumtfak, persymona, salak!-odpowiedział mu Mikołąj
-Guuuuuu, gaaa!
-Król Karol kupił królowie Karolinie korale koloru koralowego!
Po tych słowach szaman uciekł w popłochu. Dzikich wyraźnie to zdenerwowało. Podnieśli dzidy i ruszyli na Mikołaja. Już wydawało się, że go zabiją. Jednak w samą porę przyleciał helikopter z napisem CNN. Dzicy wystraszyli się i uciekli w panice do okolicznej dżungli. Z helikoptera wyszła kobieta oraz ekipa telewizyjna.
-What your name?-zapytała się Mikołaja kobieta, która była dziennikarką
-Eeee-odpowiedział zdziwiony Mikołaj
-Mister Eee, where are you?
Mikołaj nic z tego nie zrozumiał i ominął reporterkę. Poszedł do kotła, w którym siedziała Mikołajowa.
-O, przylazłeś-powiedziała do niego Mikołajowa
-No przylazłem-powiedział Mikołaj-Lepiej już stąd chodźmy.
-Dobry pomysł. I będziemy mieć wodę bo nalałam ją z tego kotła do kilku butelek które znalazłam
w torebce.
Mikołaj o razu rzucił się na butelki wywracając przy tym kocioł. Kiedy się napił poczuł jakiś dziwny smak. Trudno się dziwić, ponieważ to był rosół. Niezbyt mu smakował ale wypił.
-Mam już dosyć tych wakacji-powiedział do Mikołajowej-Może ukradniemy ten helikopter
i wrócimy do domu?
-Czemu nie-burknęła Mikołajowa
Niczego nie spodziewający się reporterzy z CNN przeszukiwali wioskę. Tym czasem Mikołaj z Mi-
kołajową ukradkiem włamali się do helikoptera. Żadne z nich nie miało zielonego pojęcia o prowa-
dzeniu tej maszyny. Mimo to Mikołaj zasiadł za sterami i nacisnął kilka przycisków. Helikopter
poleciał w górę. Mikołaj szybko nauczył się nim kierować. Jednak zapomniał sprawdzić ile jest paliwa.
Kiedy Mikołaj i Mikołajowa lecieli nad Grecją zaczęło świecić się czerwone światełko przy monitorze na którym była pokazana ilość paliwa. Helikopter zaczął spadać. Mikołaj uderzał we wszystkie guziki jakie były. Niechcący uruchomił lądowanie awaryjne. Helikopter usiadł na drzewie. Silnik był cały, ale podwozie zostało całkowicie rozwalone. Mikołaj i Mikołajowa wyszli
przez drzwi i mieli twarde lądowanie na przyczepie jakiegoś samochodu. Z daleka widzieli kilka dosyć charakterystycznych budowli. Mikołaj kiedy im się przyjrzał stwierdził, że to Akropol. Natomiast Mikołajowej przypominało to hipermarket. Oczywiście to Mikołaj miał rację. Samochód którego byli pasażerami jechał do Aten. Kiedy kierowca zatrzymał się na stacji benzynowej Mikołaj
i Mikołajowa wyskoczyli z przyczepy. Poszli w stronę Akropolu.
-To zmieniłeś zdanie o tych wakacjach?-zapytała się Mikołajowa Mikołaja
-Nie-odpowiedział Mikołaj-Ale skoro już tutaj jesteśmy to trochę pozwiedzajmy a następnie polećmy pierwszym samolotem do domu.
Szli dalej aż doszli do Akropolu. Niedługo przed ich przyjazdem skończyły się tam ostatnie prace konserwatorskie. Mikołaj poszedł pozwiedzać a Mikołajowa wolała iść do sklepów z pamiątkami.
-To nie marmur tylko jakiś plastik-narzekał Mikołaj patrząc na odbudowaną przez konserwatorów kolumnę
Mikołaj szedł przez Akropol, rozglądał się i ciągle narzekał. Wszedł do świątyni Ateny. Zobaczył tam coś, czego nie chciał zobaczyć. Chodzi tu o tą samą reporterkę CNN razem z tą samą ekipą kamerującą. Postanowił jak najszybciej opuścić Akropol. Jednak najpierw musiał znaleźć Mikołajową. Zobaczył ją przy jednej z kolumn. Mikołajowa właśnie testowała swój nowy, tytanowy wałek z napisem „Akropoli. Pod spodem małym druczkiem było też na nim napisane „made i China”. Mikołajowa uderzała nim w kolumnę sprawdzając, czy ta się zawali. Za pierwszym razem uderzyła słabo. Z kolumną nic się nie stało. Następnie trochę mocniej. Tym razem na kolumnie pojawiła się mała rysa. W końcu przywaliła z całej siły. Wtedy kolumna runęła. Zawaliła się też świątynia Ateny, którą podtrzymywała. Gruzy spadły na pobliski budynek. Ten też runął. W ten sposób Akropol znowu stał się ruiną. Mikołajowa była zadowolona. Jednak Mikołaj kiedy to zobaczył wściekł się.
-Co ty do jasnej ciasnej wyprawiasz?!-wrzasnął Mikołaj do Mikołajowej
-Właśnie testowałam swój nowy wałek-odpowiedziała Mikołajowa
-I tym samy ściągnęłaś na nas niebezpieczeństwo! Lepiej się stąd zmywajmy, bo będziemy mieć kłopoty.
Wtedy podbiegła do nich reporterka z CNN. Mikołaj wyjął wałek z ręki swojej żony. Reporterka chciała mu zadać pytanie ale nie zdążyła, ponieważ dostała od niego wałkiem i padła nieprzytomna.
Mikołaj z Mikołajową pobiegli na lotnisko. Kupili bilet na pierwszy lepszy samolot. Czekali jakieś półtorej godziny w poczekalni. W końcu wsiedli do samolotu.
-Dokąd leci ten samolot?-zapytał się Mikołaj Mikołajowej
Mikołajowa wyciągnęła z torebki bilet. Dała go Mikołajowi, bo sama nie umiała czytać.
-O kurcze-powiedział Mikołaj kiedy przeczytał to co było napisane na bilecie
-Co o kurcze?-zapytała się go zaniepokojona Mikołajowa
-Lecimy do Iraku.
-Co to jest to Iraku?
-To jest takie coś z takim czymś bez takiego czegoś.
-Czyli?
-Papryczka chili! Lecimy w zupełnie przeciwnym kierunku do naszego domu.
-No to mamy przechlapane.
-Mam plan. Tylko pożycz mi swoją jedną zapasową pończochę i ten wałek z Akropolu.
Mikołajowa dała swojemu mężowi to o co ją poprosił. Wtedy Mikołaj podszedł do pewnych drzwi. Założył przed nimi na głowę pończochę, przygotował wałek i wywarzył kopniakiem drzwi. Wtedy zobaczył... faceta, który właśnie się załatwiał. Mikołaj chciał napaść na pilotów i porwać statek, ale pomylił drzwi do ich kabiny z drzwiami do toalety.
-Eee, przepraszam, zaszła mała pomyłka-przeprosił faceta Mikołaj
-Nic nie szkodzi-powiedział nieco zmieszany facet
Mikołaj ściągnął z głowy pończochę i pobiegł do drzwi znajdujących się po drugiej strony samolotu. Otworzył je i wpadł na lotników. Pierwszego ogłuszył wałkiem zaraz jak wszedł. Drugi przez chwilę stawiał opór, ale skończył jak jego kolega. Mikołaj związał ich, postawił przy ścianie i usiadł za sterami. Niestety podczas jego potyczki z pilotami samolot zaczął lecieć w dół. Zanim zdążył opanować sytuację już się rozbił. Jakimś przypadkiem miejscem zderzenia była dolinka znajdująca się niedaleko domu Świętego Mikołaja. W upadku samolotu nikt nie zginął. Wszyscy
oprócz Mikołajowej, która wtedy pała byli bardzo zdziwieni. Mikołaj podszedł do wraku obudzić swoją żonę.
-Nie widzisz, że śpię?!-oburzyła się na niego Mikołajowa
-Wybacz, że przerywam ci drzemkę, ale właśnie wylądowaliśmy-odpowiedział Mikołaj
Mikołajowa rozejrzała się wokół. Zobaczyła rozbity samolot.
-Czy tak normalnie lądują samoloty?-zapytała się Mikołaja
-Niezupełnie-odpowiedział jej Mikołaj-Ale jesteśmy już blisko domu.
-No to do niego idźmy.
Mikołaj i Mikołajowa poszli w kierunku swojego domu. Kiedy już doszli zastali niemiłą niespodziankę. Elfy wywiesiły nad drzwiami napis: „Spadaj Mikołaj, teraz my tu rządzimy! Podpisano, elfy”. Mikołaj kiedy to przeczytał wnerwił się nie na żarty. Wtedy z kieszeni wyciągnął coś w rodzaju bazooki. Był to antyelf to broń strzelająca pociskami, które wybuchają i wylatuje z nich na wszystkie strony kisiel. Coś takiego jest bardzo skuteczne na elfy. Ale dlaczego? Ponieważ wszystkie elfy są uczulone na kisiel, szczególnie malinowy. Taki akurat był w magazynku tej broni. Po trafieniu przez taki kisiel elf od razu dostaje wysypki i to go otumania. Nie ma wtedy kontaktu ze świtem zewnętrznym, ale nie jest to dla niego śmiertelne. Mikołaj strzelił z antyelfa do dwóch elfów pilnujących wejścia. Trafił obydwu. Razem z Mikołajową wpadł do środka. Elfy były
w trakcie imprezy i nie spodziewali się ataku. Mikołaj wykorzystał to strzelił do kilku z nich w sali imprez. Wszystkie elfy aż podskoczyły ze zdziwienia. Żeby nie uciekły Mikołaj zablokował drzwi kisielem agrestowym i ruszył do kuchni. Były tam trzy elfy. Trafił je jednym strzałem. Wtedy Mikołajowa zrobiła coś, czego nie robiła od lat. Mianowicie ruszyła swoim zakłutym łbem. Wzięła wałek, gumkę i małą miseczkę. Następnie ugotowała dużo kisielu malinowego. Z tych rzeczy zrobiła coś w rodzaj katapulty. Strzelała z niej w elfy kisielem. Dalej to już było jak w typowej nudnej strzelance. Chodzi o to, że Mikołaj z Mikołajową biegali po całym domu i naparzali kisielem w elfy. W końcu wszystkie dostały ataków związanych z ich uczuleniem i skapitulowały. Potem wszyscy żyli długo i szczęśliwie. No tylko nie elfy, ponieważ miały wysypkę jeszcze przez kilka miesięcy.
Proszę o komentarze i oceny.
_________________
Moje forum o opowiadaniach www.pisarnia.fora.pl .
Jestem drugim inżynierem Gwardii Reksia.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Tlen
Wyświetl posty z ostatnich:   
   Odpowiedz do tematu    Forum Przygody Reksia Strona Główna -> Opowiadania
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


No nie wierzę, forum działa dzięki phpBB © 2001, 2002 phpBB Group